Wtorek, 20.04

Dzień pracy w ośrodku

Właśnie próbuję opisać Wam naszą codzienną pracę, ale w międzyczasie telefon na temat bocianich jaj wyrzuconych po walce na gnieździe. To dopiero początek sezonu, połowa kwietnia, a już około 20 telefonów dziennie, co będzie dalej?

Tu na miejscu, w ośrodku jest nas na stałe dwie. Ja – lekarz weterynarii i Asia – pielęgniarz. Dojeżdża czasem drugi lekarz pomóc w zabiegach chirurgicznych jak mamy nagromadzenie, jak zacznie się na dobre sezon dojdzie jeden pielęgniarz do opieki nad pisklętami. Do tego obsługa techniczna, obecnie na 2 godz. dziennie, zaraz będzie trzeba zatrudnić jeszcze kogoś.

Na wakacje mamy zapowiedzianych kilkunastu praktykantów z UWM i SGGW, pomogą, ale wymagają też wiele uwagi i energii. Jak trafią się fajni ludzie to wspólnie jakoś obrobimy wszystko.

Wczoraj przyjechało 5 ptaków: szpak poraniony przez kota, dwa podloty gołębia też zaatakowane przez koty, grzywacz ze zmiażdżonym skrzydłem i kawka prawdopodobnie po kontakcie z prądem elektrycznym. Przygotowałam trzy z nich do zabiegów, które trzeba dziś wykonać, reszta po opatrzeniu, podaniu leków i nakarmieniu będzie u nas do czasu wypuszczenia. 

Asia już karmi, ja poprawiam harmonogram do projektu, sprawdzam wiadomości, ogarniam sprawy finansowe i zaraz lecę do lecznicy. Wczoraj wieczorem wysłałam do oceny kolejny projekt, to chyba piętnasty w tym roku, trzy już oceniono pozytywnie, dostaniemy dofinansowanie, jeden nie przeszedł, czekamy na kolejne oceny, póki co granty to nasze być albo nie być. Coraz więcej pracujemy też, głównie z Sylwią (bez niej nie byłoby naszej strony i wielu innych ważnych działań) nad innymi źródłami: nawiązujemy współpracę z biznesem, staramy się, żeby nasi darczyńcy widzieli na co wydajemy ich pieniądze, to co teraz robię, to też część starań o to, żebyście widzieli co robimy na co dzień. Ptasi Strażnicy, ach, zapomniałam jeszcze doliczyć do wczorajszych pacjentów łabędzia, którego przywiózł właśnie nasz strażnik Jacek. To pewnie dlatego, że tylko zbadałam go, ma potłuczoną nogę, i zatargałam (inaczej trudno to określić, bo myślałam, ze ducha wyzionę) do woliery z basenem. Dziś musimy z Aśką wymyślić co z tym basenem, bo odpływ się zatkał, a najpóźniej jutro trzeba go wyczyścić. Pewnie wmanewrujemy w to Kolę jak przyjedzie;)

No właśnie, Ptasi Strażnicy – niedługo znów się z nimi spotkamy, cudni ludzie, Przemek z rodziną (Dusią i Tytusem, a czasem i Jagodą) i Jacek to obecnie trzon interwencji, ale jest też cała duża grupa innych, którzy się systematycznie u nas pojawiają. To dzięki nim ptaki mogą trafić do nas, gdyby nie uganiali się za nimi i nie jeździli w kółko z kolejnymi do Bukwałdu, przynajmniej połowa nie miałaby szansy na leczenie. W maju organizuję dla nich kolejne spotkanie, już mam pomysł na niespodziankę:)

Zaraz wrócę, tylko wyślę zdjęcia do artykułu.

Zobacz podobne wpisy
Scroll to top
Skip to content